Szałwia wieszcza i terapia IFS – praca z managerem
Wprowadzenie
Od wielu lat mam szczególną relację z szałwią wieszcą. To roślina, która od początku budziła we mnie zarówno fascynację, jak i lęk. Towarzyszyła mi w różnych momentach życia, prowadząc w głąb doświadczeń granicznych, ale też otwierając drzwi do Vipassany, do uważności, do rozumienia natury lęku. Z czasem zacząłem łączyć te doświadczenia z innymi ścieżkami – naukami Goenki, Ashina Tejaniyi, a ostatnio także z terapią IFS.
Ten wpis jest próbą podsumowania całego procesu, który rozgrywał się we mnie przez wiele lat, ale którego ostatnia odsłona wydarzyła się w altance na działce – w zwykły, deszczowy wieczór, kiedy przy piwie bezalkoholowym i skręcie z CBD postanowiłem po prostu przyjrzeć się lękowi. I dałem sobie przestrzeń, by go naprawdę zbadać.
Lęk i szałwia – stary taniec
Od pierwszego spotkania z szałwią, ponad 15 lat temu, towarzyszył mi intensywny lęk. Pierwszy ekstrakt był jak eksplozja – nagłe zetknięcie ze śmiercią, odcięcie świadomości, doświadczenie, którego nie da się porównać z niczym innym. Naturalnie pojawiła się niechęć i chęć ucieczki. A jednak – dwa dni później wróciłem. I tak przez lata powtarzałem ten taniec: strach – wejście – konfrontacja – ulga.
W międzyczasie przyszła Vipassana. Goenka i jego nauki pokazały mi, że lęk to tylko vedanā – doznanie w ciele, które można obserwować, które jest nietrwałe. To nauczyło mnie nie identyfikować się z falami energii, nie dawać się pochłaniać narracji umysłu.
Jednocześnie doświadczałem też wstydu i poczucia winy – części, która podsuwała narrację: „robisz coś złego, to nie powinno się dziać”. Z czasem nauczyłem się, że to także jest sankhara – stara reakcja, którą mogę zobaczyć i pozwolić jej minąć.
Od tripu do codzienności
Co ciekawe, ten sam mechanizm zaczął pojawiać się także na trzeźwo, w pracy czy w relacjach. W nowej roli team lidera często mierzyłem się z lękiem przed porażką, poczuciem winy, że czegoś nie zrobiłem, czy wyobrażeniami negatywnych konsekwencji. Podobnie w relacji z moją partnerką: pojawiała się część, która pchała mnie do działania z lęku, by nie poczuć się niewartościowym.
Wszystko to miało tę samą strukturę, co doświadczenia z szałwią: pojawia się wizja, ciało reaguje intensywnie, umysł tworzy narrację – a ja mam wybór: dać się wciągnąć albo obserwować. I jeśli udaje mi się obserwować, to następnego dnia okazuje się, że to tylko projekcja. Umysł uczy się, że to nie intuicyjne wglądy, lecz po prostu mechanizmy lęku.
Manager – część, która pcha
Podczas ostatniej pracy z szałwią pojawiło się coś ważnego. Zauważyłem nie tylko lęk, ale też część, która chce ten lęk przekroczyć za wszelką cenę. W IFS to klasyczny „manager” – część, która pcha do działania, by uniknąć bólu.
-
W pracy mówi: „zrób to, bo inaczej będą konsekwencje i poczujesz się kiepski”.
-
W relacji mówi: „zrób coś, żeby rozwinąć związek, bo inaczej będziesz niewartościowy”.
-
W szałwii mówi: „przekrocz lęk, bo inaczej będziesz pokonany”.
To odkrycie było dla mnie przełomowe. Uświadomiłem sobie, że wiele moich działań bierze się nie z ciekawości czy miłości, ale z lęku przed byciem gorszym. Ten manager miał dobre intencje – chciał mnie ochronić – ale jego strategia była podszyta presją i napięciem.
Spotkanie w altance
Tego wieczoru na działce postanowiłem nie „pokonać lęk”, tylko go badać. Najpierw pojawiły się ciężkie doznania w ciele – spięcia w głowie, brzuchu, genitaliach, stopach. Obserwowałem je pół godziny, widząc, jak się zmieniają. Zauważyłem, że na siedząco świadomość jest ostrzejsza niż na leżąco – coś, co warto jeszcze badać.
Potem przyszło śpiewanie – piosenka „Home” otworzyła we mnie głos i radość. Potem zapaliłem szałwię. Tym razem nie było mocnego tripu – raczej zatrzymanie myśli, spokój, ustawienie energii pionowej. Ego podsuwało narracje („oświecenie idzie”, „jaki jestem fajny”), ale widziałem je i nie dawałem się wciągać.
Najciekawszy moment to zapraszanie na głos wartości: miłości, odwagi, radości. Słowa zaczęły realnie zmieniać moje odczucie ciała. Pojawił się spokój i satysfakcja. A na końcu – decyzja, by z intencją zapalić zwykłego papierosa, traktując to jako małą ceremonię proszenia o uzdrowienie ciała. To przypomniało mi, jak wielką moc ma intencja.
Jedna technika – intencja
Na koniec pojawiła się we mnie jasność: chcę mieć jedną technikę i stosować ją codziennie, w każdej sytuacji. To jest technika intencji.
Przed działaniem, a szczególnie przed wypowiadaniem słów do kogoś, chcę się zatrzymać i zapytać:
-
„Po co to robię / mówię?”
-
„Jaka jest moja intencja?”
-
„Czy płynie to z lęku, czy z otwartości i miłości?”
To ma być lekki nawyk, nie projekt naprawczy. Krótkie przypomnienie, że mądrość jest już we mnie – wystarczy dać jej głos.
Poganiacz jako sojusznik
I tu wydarzył się dla mnie najważniejszy zwrot. Zrozumiałem, że mogę tego managera – poganiacza – zaprosić do nowej roli. Skoro i tak się pojawia, to niech zamiast pchać mnie do działania z lęku, zacznie mi przypominać: Sprawdź intencję.
To proste przesunięcie sprawiło, że poczułem ciarki. Poganiacz nie musi być wrogiem, którego trzeba uciszać. Może być moim pomocnikiem, wewnętrznym dzwonkiem, który mówi: „hej, zanim coś zrobisz, sprawdź, skąd to płynie”.
Mantra czterech słów
Żeby to zakotwiczyć, stworzyłem krótką mantrę:
Stop – Intencja – Serce – Dalej
-
Stop – chwila pauzy.
-
Intencja – po co to robię?
-
Serce – czy płynie to z otwartości?
-
Dalej – działam z tego miejsca.
To będzie moja przypominajka – praktyczna, codzienna, możliwa do zastosowania wszędzie.
Podsumowanie
Szałwia wieszcza przez lata stawiała przede mną bramę lęku i winy. Dzięki Vipassanie nauczyłem się obserwować te fale w ciele. Dzięki IFS zobaczyłem managera, który pcha mnie do działania ze strachu. A ostatnia sesja pokazała mi, że mogę tego poganiacza przemienić w sprzymierzeńca – w przypominacza intencji.
W ten sposób zrodziła się moja jedna technika: świadome sprawdzanie intencji przed działaniem i słowem. Prosta, a zarazem głęboka. Czuję, że to może być praktyka, która realnie zmieni moje życie – w pracy, w relacji, w codziennym byciu sobą.
I że to właśnie jest dar, jaki szałwia chciała mi pokazać tym razem.
Stop – Intencja – Serce – Dalej.